
szukam w kredensie szklanki która zapamiętała kształt twoich ust
wyciągam z szafy swetry z nadzieją że w którymś zamieszkał twój zapach
a po brzuchu krzątam się wyuczonym szlakiem palców
czerwoną pomadką kreślę imię w chmurach
zastanawiając się ile kształtów przybiera tęsknota
i dlaczego rozlewa się lazurem
w każdego przechodnia spojrzeniu
szum wiatru to nie szum tylko szept
a wilgoć w powietrzu to mój głód
wtulam się w wewnętrzną stronę skóry zagryzając wargi milczę
słucham jak w żyłach gęsto napływa krew
